Czy tester gier to wymarzona praca?

Czy tester gier to wymarzona praca?

Powszechnie uważa się, że testowanie gier to przyjemna praca. Co może być złego w sytuacji, w której pracodawca płaci nam za to, co w domu robimy dla przyjemności?

Kiedy kilkanaście lat temu, wraz z rówieśnikami, zdałem sobie sprawę z tego, że prędzej czy później przyjdzie taki czas, w którym trzeba będzie wyprowadzić się z rodzinnego gniazdka i wkroczyć na poważną i pełną wyzwań ścieżkę dorosłości – miałem dość skonkretyzowany plan. Każdy z nas – bez wahania – na pytanie gdzie, lub jako kto, chciałby pracować, odpowiedziałby, że chce zostać testerem gier. [Tak – to znaczy, że strażacy i żołnierze stanowią już przeżytek ;)]

Wtedy taka praca kojarzyła nam się z błogim graniem w gry komputerowe i ewentualnym zgłaszaniem przypadkowo napotkanych błędów. Wydawało się nam, że będziemy mogli wstawać o dowolnej porze, jeść śniadanie o którejkolwiek godzinie, bo pracować w naszych wyobrażeniach mieliśmy rzecz jasna zdalnie. Potem tylko „odpalenie” gierki na standardowe-osiem-godzin i praca wykonana. Dziś, kiedy już dosyć dobrze znam branżę testerską, wiem, że praktyka szybko zweryfikowałaby moje wyobrażenia.

Przede wszystkim, musimy zdać sobie sprawę z tego, że testowanie gier w ogóle nie różni się od testowania oprogramowania. Nadal przedmiotem testów pozostaje program komputerowy, z taką różnicą, że przeznaczony do rozrywki. Wszystkie pozostałe aspekty pozostają bez zmian, a przynajmniej są bardzo podobne.

Wyobraźcie sobie, że należycie do zespołu, który testuje – dla przykładu – najnowszego Wiedźmina. Wasze zadanie, na pierwszy rzut oka, nie jest skomplikowane – przetestować walkę z pierwszym bossem. Wydaje się proste, prawda? Wystarczy znaleźć delikwenta, podejść do niego i go pokonać. Dla pasjonata gier – banał. A teraz powtórzmy to x razy, gdzie x oznacza wszystkie możliwe kombinacje zależne od ilości dostępnych: broni, eliksirów, umiejętności specjalnych i tak dalej. Nie brzmi już tak ekscytująco?

Albo, czy nie jest przyjemnie po ciężkim dniu rozegrać kilka meczy z przyjaciółmi? Oczywiście, miliony ludzi tak odpoczywa. A teraz wyobraź sobie, że przez osiem godzin (lub więcej, jeśli zbliża się deadline) w kółko wykonujesz tę samą akcję – np. rzuty wolne. Co prawda ciągle w innych kombinacjach – na inne sposoby, z innych miejsc czy z różnym nasileniem – ale to wciąż jest ta sama czynność – rzuty wolne, które mało kojarzą się z meczami rozgrywanymi ze znajomymi w aurze popołudniowego odpoczynku.

Do samego procesu testowego, polegającego na używaniu konsoli, smartfonów, tabletów czy pecetów, należy dodać oczywiście obowiązki związane z raportowaniem, często bardziej złożonym niż w przypadku testowania aplikacji (poruszamy się przecież w wykreowanej i raczej mało zdefiniowanej scenerii). W takim przypadku opisanie: co, gdzie, w jaki sposób zrobiliśmy; co się stało i co powinno się stać; może przysporzyć autorowi raportu nie lada kłopotów ;). Zakładam, że jest to trudniejsze od zaraportowania jakiejś czynności w małej aplikacji, do której opisania często wystarcza jedno zdanie.

Cóż… Wydawać by się mogło, że praca testera gier to idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym. Zrobienie z pasji do gier komputerowych sposobu na zarabianie oczywiście może być źródłem przyjemności i satysfakcji, jednak jest dalekie od wyobrażeń snutych przez nas kilka(naście) lat wstecz. Zadaniem testera nie jest rozrywka, ale dokładne zbadanie przydzielonego obszaru w celu wykrycia defektów. Każdy wyłapany przez zespół testerski defekt to jeden defekt mniej w finalnej wersji gry czy aplikacji, która po zakończeniu fazy testów trafia bezpośrednio w ręce klienta.


Źródło zdjęcia:

http://malecontent.pl/wp-content/uploads/2015/03/games-1132×509.jpg

Share this post

Leave a comment

Your email address will not be published.